Za chwilę wybory. Najwyższy czas „pomasakrować” Janusza Korwin Mikkego

Drukuj

Wiadomo nie od dziś, że z kim by Korwin Mikke nie rozmawiał, jego oddani fani zawsze stwierdzą, iż „krul” kogoś tam „zmasakrował”. Czasem śmieję się, że nawet gdyby Korwin Mikke wybiegł z miejsca debaty zdruzgotany całkowicie, fani „krula” stoicko donosiliby o masakrze dokonanej przez jednego z obecnych kandydatów na prezydenta.

 

 

Tym niemniej ostatnio przejrzałem sobie trochę debat z udziałem Korwin Mikkego i zauważyłem, że nawet wybitni jego polemiści popełniają pewien błąd. Otóż nie zauważają oni, że część twierdzeń Mikkego jest logicznie spójna w obrębie wymyślonego sobie przez lidera partii KORWiN świata. Obłędne są ogólne założenia Korwin Mikkego, ale już nie poruszanie się w ich obrębie. Dlatego wśród zwolenników „krula” owo wrażenie każdorazowego triumfu intelektualnego mistrza ma pewne podstawy bytu, zwłaszcza, że zwolennicy Korwin Mikkego często mają dość wybiórcze i ograniczone spojrzenie na zagadnienia polityczne, społeczne i ekonomiczne.

Zacznijmy zatem od parytetów dla kobiet, praw wyborczych kobiet i – ogólnie – feminizmu. Korwin twierdzi, iż kobiety są mniej inteligentne od mężczyzn. Nie jest to prawda, aczkolwiek możemy mówić o przewadze jednych zdolności intelektualnych u mężczyzn, a innych u kobiet. Na razie nie wiemy, czy to zróżnicowanie ma podłoże genetyczne (jak wiele innych różnic pomiędzy kobietami a mężczyznami), czy też jest głównie dziełem kultury, takich a nie innych metod wychowania, które nadal są zróżnicowane wobec chłopców i dziewczynek.

Można więc w uproszczeniu stwierdzić, iż statystyczny mężczyzna ma wyższe od statystycznej kobiety umiejętności logiczno – matematyczne, zaś statystyczna kobieta ma wyższe od statystycznego mężczyzny umiejętności językowe i komunikacyjne. Tak samo można stwierdzić, że statystyczny mężczyzna jest wyższy i cięższy od statystycznej kobiety. Nie oznacza to jednak, że każdy mężczyzna jest wyższy od każdej kobiety. Podobnie z umiejętnościami – zapewne na dziesięć tysięcy ludzi znajdziemy pięciu mężczyzn z dużymi zdolnościami matematyczno – logicznymi i trzy kobiety, zaś pięć kobiet z wybitnymi umiejętnościami lingwistycznymi i tylko trzech mężczyzn. Jak widzimy nie oznacza to, że znalezienie dobrej matematyczki jest niemożliwe.

Korwin chce odebrać prawa wyborcze wszystkim, bo jest przeciwnikiem demokracji. Ale w pierwszym rzędzie miałby ochotę odjąć ten przywilej kobietom. W rzeczywistości nie istnieje żadna podstawa dla takiego wniosku. Statystyczny rozkład umiejętności promuje czasem jedną z płci, ale jak łatwo zauważyć ogromna większość ludzi jest przeciętna w danej umiejętności, nie zależnie od tego czy są to kobiety, czy mężczyźni. Większość mężczyzn na świecie będzie słabsza z fizyki od wybitnej fizyczki i większość kobiet na świecie będzie słabsza literacko od wybitnego poety, czy tłumacza.

Innym argumentem Korwina przeciwko prawom wyborczym kobiet jest fakt, że kobiety zazwyczaj wybierają mężczyzn. No i co z tego? – chciałoby się powiedzieć. Ja zaś mogę dodać, że jeszcze sto lat temu większość kobiet w cywilizacji zachodniej nie mogła prowadzić żadnej działalności politycznej i była bardzo ograniczona w działalności społecznej. Poza cywilizacją zachodnią ten stan rzeczy w wielu miejscach trwa do dziś. Sto lat to nie dużo, a zwłaszcza trzydzieści lat, od kiedy można powiedzieć, że kobiety stały się bardzo aktywne politycznie w obrębie naszej cywilizacji. Dlatego wciąż żyją wzorce kulturowe obecne w wychowaniu dziewczynek i w ich kontaktach z rówieśniczkami, które je zniechęcają do walki politycznej. Rzeczywiście, wciąż spotyka się wiele kobiet, które uciekają, gdy w rozmowie pojawiają się tematy polityczne i historyczne.

Moim zdaniem brak zainteresowania kobiet polityką spowodowany jest głównie wpływem kulturowym, efektem spychania kobiet przez wieki i tysiąclecia na margines społeczny. Przyzwyczajeń narosłych przez ten czas nie przezwycięży się przez 30 lat, czy nawet przez wiek. Stąd pomysł na parytety wyborcze, czyli na pewne ułatwienie kobietom obecności w wielkiej polityce. Jest to rozwiązanie przejściowe, mające zasypać rów pomiędzy historyczno – kulturowymi nawykami a teraźniejszością.

Korwin Mikke jest konserwatystą, więc odczuwa sentyment do status quo. Nie chce postępu społecznego, chce, aby wszystko było „po staremu”. Nie jest to postawa logiczna, gdyż uwolnienie potencjału kobiet dwukrotnie zwiększa siłę ludności danego kraju. Pula osób, które mogą zostać dyplomatami/dyplomatkami, inżynierami/inżynierkami staje się dwukrotnie większa. Feminizm nie jest tylko fanaberią, ale realną metodą na znaczące powiększenie kapitału ludzkiego danego społeczeństwa.

Oczywiście zdarzają się idiotyczne przejawy feminizmu, na przykład postawa typu „zawsze głosuję na kobiety”. Jest to brutalny seksizm i moim zdaniem przede wszystkim feministki powinny zwalczać takie osoby, gdyż szkodzą one ich staraniom.

Korwin Mikke często mówi o sile cywilizacji europejskiej, żaląc się, że teraz silna staje się cywilizacja muzułmańska. Oczywiście z muzułmanami to nieprawda, są oni w stanie permanentnej wojny między sobą, poza tym ich religia często szkodzi im rozwijać u siebie naukę i technikę, co czyni ich bardzo w istocie słabymi. Nie rozumiem też wrogości Korwin Mikkego wobec Unii Europejskiej – przecież tylko razem państwa cywilizacji europejskiej mogą walczyć o silną pozycję na świecie. Osobno ani Niemcy, ani Francja, ani Polska nie mają większego znaczenia. Dążąc do rozbicia Unii Europejskiej zmierza Korwin do osłabienia naszej cywilizacji.

Tak samo niezrozumiała jest atencja Korwina wobec Putina. Korwin zdaje się nie pochwala całkowicie agresywnych roszczeń rosyjskiego autokraty i mordercy dziennikarzy. Mówi jednak, że dobre jest to dla Rosji. Otóż wcale nie. Pozycja Rosji jako partnera handlowego i technologicznego została pogrzebana na wiele lat dla kilku skrawków ziemi zamieszkałych przez bardzo biednych ludzi. Putin szkodzi Rosji, ktoś, kto uważa się za osobę myślącą w miarę logicznie nie znajdzie żadnych argumentów za Putinem.

Korwin uważa, że obecni, „systemowi” politycy to złodzieje. Chce on całkowitego niemal zmniejszenia państwa, usunięcia strefy państwowej, prywatyzacji wszystkiego co się da, łącznie z niezbędną administracją. No cóż, Mikke nie zauważa, że władza zawsze korumpuje i w najbardziej nawet idealistycznie budowanej partii za jakiś czas znajdą się osoby cyniczne, gotowe nadużywać swojej pozycji dla korzyści materialnych. Jeśli zaś Korwin przeżuci całą polityczną sprawczość na przedsiębiorców i koncerny, oszustw i złodziejstwa wcale nie ubędzie, wręcz przeciwnie. Korwin wierzy w to, że wszystko rozwiąże wolny rynek, że jak jakiś pracodawca będzie płacił za mało, to pracownik pójdzie gdzie indziej. Korwin wierzy w to, że rywalizacja przedsiębiorców sprawi, iż ceny produktów będą nie przerysowane. Chciałbym, aby tak było, ale jest to skrajny idealizm. W świecie gospodarczym Korwina natychmiast pojawiłyby się monopole producentów opon, dżemów etc. Te monopole dyktowałyby podobne ceny produktów i podobne, niskie płace. Ambitny przedsiębiorca chcący wejść z własną, konkurencyjną wobec monopoli produkcją, byłby miażdżony przez zakorzenione już na rynku potęgi. Majątek firm byłby dziedziczony i po dziesiątkach lat rządziliby nimi ludzie bardzo przeciętni, utrzymujący swoją pozycję dzięki niszczeniu młodej konkurencji i wyzyskowi klientów oraz pracowników, a nie dzięki rywalizacji na rynku. Dziedzicom fortun „fabrykantów” opłacałoby się zabetonować rynek sojuszami z innymi molochami z branży. Już dziś istnieje takie zjawisko, ale jest moderowane przez inne siły w grze, w tym przez państwo (procesy antymonopolowe).

To co powyżej piszę nie jako „lewak” (którym nie jestem), ale jako osoba chcąca w miarę sensownego kapitalizmu, a nie bezkarnej budowy monopoli.

Korwin uważa, że osoby niepełnosprawne nie powinny występować publicznie i nie powinny uczyć się ze zdrowymi dziećmi. Mikke ponownie bazuje tu na bardzo uproszczonej wizji rzeczywistości. Po pierwsze w każdej szkolnej klasie są słabsi i lepsi uczniowie. Jeśli nauczyciel jest kiepski, nie umie zadbać o wszystkich. Albo spowalnia naukę na rzecz uczniów najsłabszych, albo zbytnio ją przyspiesza, ucząc tylko grono najwybitniejszych, zaś resztę klasy pozostawiając w mrokach wiedzy bardzo powierzchownej. Obecność dzieci upośledzonych w klasie nie zmienia znacząco tej zasady. A co daje? Po pierwsze – powinno nam zależeć, aby jak najwięcej osób niepełnosprawnych miało szansę zostać pełnosprawnymi producentami i konsumentami. Po drugie – zdrowe dzieci ucząc się z upośledzonymi nabierają tolerancji, humanizmu i solidarności społecznej. Jako, że jesteśmy istotami społecznymi i niemal wszystko tworzymy w mniejszych, bądź większych zespołach, takie umiejętności są bardzo potrzebne. W zespole projektowym też zawsze są najsłabsi i liderzy. Szacunek wobec słabszych ma też znaczenie etyczne, nie buduje społeczności opartej na kulcie siły. To też ma wymiar praktyczny, bo zawsze znajdzie się ktoś silniejszy od nas, nawet jeśli jesteśmy bardzo sprawni fizycznie i intelektualnie. Rządy oparte na kulcie siły mieliśmy w nazistowskich Niemczech i w stalinowskiej Rosji. Nawet pomijając względy etyczne, nie był to owocny eksperyment państwowotwórczy.

Jeśli chodzi o pokazywanie niepełnosprawnych na olimpiadach, to ma to, wbrew temu, co twierdzi Korwin, pozytywne znaczenie i to nie tylko pod kątem etycznym (zakładam, że etyka dla Korwin Mikkego nie jest zapewne atrakcyjnym punktem odniesienia). Po pierwsze mobilizuje to innych niepełnosprawnych do stania się sprawnymi w społeczeństwie, a nie zdania się na opiekę innych. Po drugie osoby sprawne, widząc dokonania niepełnosprawnych, same są mobilizowane do tego, aby wziąć się w garść i iść do przodu. „Skoro ktoś bez nóg biega dwa razy szybciej niż ja, to jaki ja mam powód marudzić, że mam nudną pracę? Powinienem ćwiczyć, aby zdobyć lepszą…”.

Maksyma Korwin Mikkego i jego zwolenników brzmi „chcącemu nie dzieje się krzywda”. Ta przyjęta od twórców neoliberalizmu maksyma nie jest wcale zła, ale nie należy jej głupio rozumieć. Na przykład poprzez rezygnację z praw jazdy i pasów w samochodach. Przecież gdy zlikwidujemy prawa jazdy wielu ludzi kupi sobie samochod i ruszy w trasę, przeceniając swoje umiejętności. A wypadek nie będzie tylko ich sprawą, lecz również tych kierowców/pieszych na których wpadną. Pasy w samochodzie też pomagają nie utracić całkowitej kontroli nad pojazdem w trudnych sytuacjach, chronią nie tylko kierowcę.

A co z osobami, które nie dają sobie rady w życiu, co z zasiłkami socjalnymi? Moim zdaniem państwo powinno przede wszystkim gwarantować szanse osiągnięcia sukcesu. Czyli dobrą publiczną edukację dla każdego chętnego, a nie tylko dla dziedziców fortun. Ma to sens nie tylko etyczny, ale przede wszystkim wzmacniający kapitał społeczny. Celem jest między innymi bogactwo nas wszystkich. Jeśli chodzi o ludzi, którzy nie są w stanie (ale też czasem nie chcą) znaleźć pracy, to zostawienie ich na śmierć z głodu nie jest dobrym pomysłem. Najlepiej jest tak ustawić system pomocy socjalnej, aby służył osobom, które wylądowały poza nurtem zawodowego życia, jako odskocznia do normalnej pracy. Jeśli nie daje sił do podjęcia normalnego życia – taki system jest zły, jeśli rozleniwia – też jest zły. Zrównoważony system socjalny jest bardzo trudny do osiągnięcia, ale trzeba próbować, nie tylko ze względów etycznych (mało kto lubi mijać egzystujących na ulicy nędzarzy, a jeśli ich będzie ich wielka ilość, spacery staną się dla nas niebezpieczne), ale również ze względów ekonomicznych – im więcej obywateli naszego kraju wyjdzie na prostą, tym większy będziemy mieć rynek i tym nam będzie lepiej.

Mam nadzieję, że zdążycie to przeczytać przed ciszą wyborczą. Dla hejterów popierających Korwina Mikkego mam kilka praktycznych informacji. Po pierwsze, nie jestem lewicowcem, więc starając się mi ubliżyć szukajcie innych słów. Radykalnej lewicy też nie szczędzę gorzkich słów, więc nietrafny hejt z Waszej strony może być mylący i czynić zamieszanie. Po drugie starałem się odnieść do poglądów waszego „krula”, co jak wiecie rzadko się zdarza, bo jego poglądy są dla większości ludzi tak radykalne i bajkowe, że nie chce im się ich jakoś głębiej rozważać. Zatem, choć moim głównym celem jest zniechęcenie Was do głosowania na Korwin Mikkego, zauważcie, że darzę Was i jego szacunkiem, odnoszę się do Was uczciwie, nie manipuluję, nie wznoszę okrzyków aby podkreślić najbardziej radykalne stwierdzenia z Waszych wywodów. Po prostu – nie tędy droga i najwyższy czas to zrozumieć.

Czytaj również
  • grubynawro

    Ogólnie cały tekst jest dość śmieszny, bo wskazuje Pan na prywatne poglądy (czy też opinie felietonisty) JKM, a nie na jego program. A to dwie różne sprawy.

    „Korwin twierdzi, iż kobiety są mniej inteligentne od mężczyzn. Nie jest to prawda, aczkolwiek możemy mówić o przewadze jednych zdolności intelektualnych u mężczyzn, a innych u kobiet.”

    Korwin twierdzi, że kobiety średnio są mniej inteligentne. Tak, chodzi o wskaźnik IQ. O jego średnie wyniki. Nie wiem jak można się kłócić ze statystyką? Z resztą z dalszej części broni Pan niejako tego, co mówi JKM. Bo właśnie IQ mierzy bardziej tą inteligencję „logiczną”, a same testy wiadomo jak wyglądają.

    „Korwin chce odebrać prawa wyborcze wszystkim, bo jest przeciwnikiem demokracji. Ale w pierwszym rzędzie miałby ochotę odjąć ten przywilej kobietom.”

    W programie nawet nie ma wzmianki o tym. Zdanie JKM opiera się na tym, że decydować o polityce powinni Ci, którzy się nią interesują, a dość powszechnie wiadomo, że kobiety interesują się w mniejszym stopniu polityką i jakoś krzywda im się nie dzieje.

    „Nie chce postępu społecznego, chce, aby wszystko było „po staremu”. Nie jest to postawa logiczna, gdyż uwolnienie potencjału kobiet dwukrotnie zwiększa siłę ludności danego kraju. Pula osób, które mogą zostać dyplomatami/dyplomatkami, inżynierami/inżynierkami staje się dwukrotnie większa. Feminizm nie jest tylko fanaberią, ale realną metodą na znaczące powiększenie kapitału ludzkiego danego społeczeństwa.”

    Jest konserwatystą. Uwolniono potencjał kobiet, szkoda tylko, że wskaźniki demograficzne jakoś się z tym nie polubiły. Kobiety nie mają wyboru dziecko, czy praca. I tracimy na tym jako naród. I w dłuższej perspektywie jest to sposób na zmniejszenie kapitału ludzkiego. A parytety to równanie w dół poziomu polityki, bo jeśli na listy MUSZĄ BYĆ wystawione kobiety, chociaż partia może mieć lepszego kandydata, ale mężczyznę, trzeba postawić na kobietę. A jak już pisałem, kobiet interesujących się polityką jest mniej od mężczyzn. Parytet to dodatkowo dowód na to, że kobiety są uznawane za gorsze, bo potrzebne im są ułatwienia.

    „Oczywiście z muzułmanami to nieprawda, są oni w stanie permanentnej wojny między sobą, poza tym ich religia często szkodzi im rozwijać u siebie naukę i technikę, co czyni ich bardzo w istocie słabymi.”

    Dobrze pan wie jaka jest sytuacja w państwach, gdzie wyznawcy Islamu coraz większymi grupami się w nich osiedlają, czerpiąc z bogactwa tubylców, jednocześnie osłabiając gospodarki gospodarza. Następnie od słabego państwa wymuszają zmiany prawne, bądź ewidentnie wykorzystują prawo na swoją korzyść. Efekty widać było w Paryżu, widać w miastach UK, widać w Szwecji. A Europejczycy giną pod przykrywką poprawności politycznej. Demografii tutaj też się nie oszuka. Rozwój u siebie nauki i techniki jest mało ważny, skoro uczą się w Europie i w Stanach, a potem wręcz kopiują technologię z zachodu.

    „Nie rozumiem też wrogości Korwin Mikkego wobec Unii Europejskiej – przecież tylko razem państwa cywilizacji europejskiej mogą walczyć o silną pozycję na świecie. Osobno ani Niemcy, ani Francja, ani Polska nie mają większego znaczenia. Dążąc do rozbicia Unii Europejskiej zmierza Korwin do osłabienia naszej cywilizacji.”

    Jakoś przez kilkanaście wieków państwa radziły sobie samodzielnie. Szwajcaria sobie radzi, Norwegia też, Islandia także, i tylko dzięki temu, że są poza UE Islandczycy poradzili sobie z finansjerą. Ciekawe, że media w UE były obojętne na wydarzenia w Islandii… A jak radzi sobie UE widać w konflikcie o Krym i inne części Ukrainy, nie wspominając już tego, że Niemcy, które „liderują” UE jednocześnie odcinają się od tworzonego w niej prawa (nawet ostatnia sprawa z płacą minimalną dla przewoźników). Uwalić innych, swoich nie ruszać…

    „Korwin zdaje się nie pochwala całkowicie agresywnych roszczeń rosyjskiego autokraty i mordercy dziennikarzy. Mówi jednak, że dobre jest to dla Rosji. Otóż wcale nie. Pozycja Rosji jako partnera handlowego i technologicznego została pogrzebana na wiele lat dla kilku skrawków ziemi zamieszkałych przez bardzo biednych ludzi. Putin szkodzi Rosji, ktoś, kto uważa się za osobę myślącą w miarę logicznie nie znajdzie żadnych argumentów za Putinem.”

    Korwin tu raczej mówi o „sprawiedliwości dziejowej”, jeśli chodzi o Krym. Słabość Europy wykorzystana do cna. Rosja przerzuca swoje interesy do Chin, ciekawe jak na tym wyjdzie? Poszczególne kraje europejskie też po cichu prowadzą rozmowy, które łamią postanowienia sankcji. Więc taki trochę śmieszny to argument. Zwłaszcza, że Rosja jest dostarczycielem gazu do wielu państw w Europie.

    „Korwin wierzy w to, że wszystko rozwiąże wolny rynek, że jak jakiś pracodawca będzie płacił za mało, to pracownik pójdzie gdzie indziej. Korwin wierzy w to, że rywalizacja przedsiębiorców sprawi, iż ceny produktów będą nie przerysowane. Chciałbym, aby tak było, ale jest to skrajny idealizm.”

    Jak już pan rozpoczął „gdybanie”, to przedstawmy to w całym spektrum czynników. W państwie Korwina państwo służy obywatelom działającymi sądami, i dość nielicznymi, ale przestrzeganymi przepisami prawa. Brak podatków dochodowych, a także brak przymusu odprowadzania składek, brak koncesji, pozwoleń itd. praktycznie znosi jakiekolwiek barykady w wejściu na rynek dla nowych przedsiębiorców. Dlatego monopole będą praktycznie bardzo kruche. Jeśli monopolista zawyża cenę, na rynek w każdej chwili może wejść nowy gracz, któremu będzie się opłacało wejść na rynek z niższą ceną za produkt. I to właśnie konszachty z polityką tworzą monopole i oligopole. Lobbyści załatwili nam już żarówki, termometry rtęciowe, ot „w imię bezpieczeństwa”. Nokia też była hegemonem na rynku komórek, teraz jej nie ma… Jeśli chodzi o bezrobocie i płacę minimalną. Brak podatków motywuje firmy do działania praktycznie na trzy zmiany, bo jeśli teraz, pomimo podatków i innych kosztów wynikających z biurokracji, opłaca się operować, po zniesieniu tych kosztów produkcja będzie przynosiła tylko dodatkowy wzrost. Oczywiście, na początku płace będą mniejsze niż teraz, zwłaszcza za pracę niewartą dzisiejszej płacy minimalnej. Wzrost konkurencji powoduje spadek cen, a więc i siła nabywcza pieniądza wzrasta. Lepiej chyba zarabiać 1000zł przy cenie chleba 1zł, niż 1600zł przy cenie na poziomie 2.5zł? Spada nam bezrobocie (przy likwidacji zasiłków), więc i cena za pracę rośnie, bo brakuje pracowników na rynku.

    „Mikke ponownie bazuje tu na bardzo uproszczonej wizji rzeczywistości. Po pierwsze w każdej szkolnej klasie są słabsi i lepsi uczniowie. Jeśli nauczyciel jest kiepski, nie umie zadbać o wszystkich. Albo spowalnia naukę na rzecz uczniów najsłabszych, albo zbytnio ją przyspiesza, ucząc tylko grono najwybitniejszych, zaś resztę klasy pozostawiając w mrokach wiedzy bardzo powierzchownej.”

    Równanie w dół, typowe dla dzisiejszej edukacji. Czy chcemy mieć społeczeństwo złożone „z klonów”, czy mamy pozwolić i umożliwić wybitnym jednostkom działanie na własnym, wyższym poziomie? To wybitne jednostki rozwijają przemysł, tworzą nowe technologie, nie „klony”. Jeśli chodzi o niepełnosprawnych – Korwin mówi o tym, że niepełnosprawnym nie jest człowiek bez nogi, ponieważ może on wykonywać każdą pracę umysłową, brak nogi mu w tym nie przeszkodzi. Więc dlaczego ma mieć zasiłek?

    „Maksyma Korwin Mikkego i jego zwolenników brzmi „chcącemu nie dzieje się krzywda”. Ta przyjęta od twórców neoliberalizmu maksyma nie jest wcale zła, ale nie należy jej głupio rozumieć. Na przykład poprzez rezygnację z praw jazdy i pasów w samochodach. Przecież gdy zlikwidujemy prawa jazdy wielu ludzi kupi sobie samochod i ruszy w trasę, przeceniając swoje umiejętności. A wypadek nie będzie tylko ich sprawą, lecz również tych kierowców/pieszych na których wpadną. Pasy w samochodzie też pomagają nie utracić całkowitej kontroli nad pojazdem w trudnych sytuacjach, chronią nie tylko kierowcę.”

    Kolejne błędne twierdzenie. Wie pan, jak zdobywa się prawo jazdy w Paragwaju? Kupuje je się w urzędzie. Wie pan jak ludzie jeżdżą po ulicach? Ostrożnie, bo nie wiedzą z kim mają do czynienia na drodze. I wypadków mało. W razie wypadku – istnieć przecież będą prywatne ubezpieczenia, ten kto go nie wykupi, będzie odpowiadać majątkiem. Ludzie poszkodowani, jeśli będą ubezpieczeni, dostaną odszkodowania, a ubezpieczyciel będzie się martwił o pozyskanie pieniędzy od winnego (tak też jest zresztą teraz). Bez ubezpieczenia – droga sądowa. Niezapinanie pasów? „Dopłać pan 30zł co miesiąc i ubezpieczamy pana, nawet jak nie będzie miał pan zapiętych pasów”.

    „A co z osobami, które nie dają sobie rady w życiu, co z zasiłkami socjalnymi?” + cały akapit o socjalu.

    Wie pan, jaki % z pieniędzy przeznaczonych na socjal trafia do ludzi potrzebujących? Słyszał pan o 2 mln złotych przeznaczonych na aktywizację zawodową Cyganów? Jeśli chodzi o same pomaganie, to Korwin mówi o dobroczynności, nie przymusie. Jeśli ktoś będzie chciał pracować, pracę znajdzie. Jeśli mowa o przypadkach najgorszych – fundacje i stowarzyszenia. Już teraz, mimo zabieranych podatków wielomilionowe kwoty są zbierane dla potrzebujących nawet w kilka miesięcy. Jeśli ludzie będą mieć jeszcze więcej pieniędzy w kieszeni, jeszcze chętniej będą się dzielić. I 100% ich pieniędzy będzie trafiać do potrzebujących, a nie do pośredników. Jeśli wierzy pan bardziej w Państwo niż w ludzi, to przykro mi.

    Dziękuję za uwagę i pozdrawiam.

    • Maurosso

      @grubynawro:disqus Trochę spłycił Pan pewne sprawy. 1. Oczywiście że ze statystyką można się kłócić. Statystyka to najbardziej zakłamana dziedzina matematyki. Statystycznie, ja i krzesło mamy średnio po trzy nogi…tyle że ani ja, ani krzesło nie mamy tych trzech nóg. Więc ze statystyką można walczyć i najczęściej jest to walka bardzo prosta. W szczególności jeżeli mówimy o takich wartościach jak średnia inteligencja. A jeszcze fajniej to widać, jeżeli weźmiemy pod uwagę takie statystyki jak PKB, które w dobie dzikiego kapitalizmu niewiele mówią o statusie społeczeństwa.

      2. Mówi Pan, że gdyby zniesiono państwowe regulacje, podatki i dotacje, nowy przedsiębiorca mógłby bardzo łatwo wejść na rynek i konkurować niską ceną z ugruntowanymi korporacjami. Niestety tego typu pomysły doskonale obrazują jak dalekie jest wyobrażenie JKM o tym jak funkcjonuje rzeczywiście wolna gospodarka. W jaki sposób, mały przedsiębiorca, może konkurować z potężną korporacją, która ma ogromną sieć dystrybucji, nowoczesne linie produkcyjne, potężny kapitał etc. Biorąc pod uwagę brak odgórnej regulacji, lobbing i damping cenowy mógłby uśmiercić każdą małą firmę.

      3. Kapitalizm już kilkukrotnie zawiódł, w postaci kryzysów finansowych i każdy następny jest coraz gorszy i coraz głębszy. Ten ostatni kryzys finansowy (zapaść USA, problemy Irlandii, Islandii, Grecji i reszty świata) są skutkami dzikiego kapitalizmu. Baniek spekulacyjnych, fikcyjnych zer i jedynek na kontach bankowych, napędzanych wolnym rynkiem. Bo przecież wolny rynek sam się ureguluje prawda? No tak się ureguluje, że biedni dostaną po dupie, a bogaci staną się jeszcze bogatsi. Przecież to jest zasada znana i sprawdzająca się od setek lat. Pieniądz rodzi pieniądz, a bieda rodzi biedę.

      4. Biorąc pod uwagę czekające nas problemy związane z bezrobociem technologicznym, kapitalizm i wolny rynek jest jeszcze bardziej niebezpieczną wizją.

      5. Pieniądze przeznaczane na socjal nie przepadają. To jest kolejna dziwna wizja postulowana przez JKM. To jest jedynie redystrybucja pieniądza. Ten pieniądz stale recyrkuluje w gospodarce. Cygan też musi żyć. Jak dostanie dotację jakiś kurs, albo na aktywizację zawodową, ale zamiast tego przepije to w osiedlowym monopolu, to on tych pieniędzy nie spalił na ognisku. Zarobiła pani w sklepie, albo szkoleniowiec w ośrodku doszkalającym. Ta kasiora po prostu w inny sposób przepłynęła przez gospodarkę.
      Dużo gorszym jest to, że duże korporacje w sytuacji wolego rynku, mogą założyć centralę w dowolnym raju podatkowym i tam opłacać podatki, aniżeli w kraju w którym prowadzą faktyczną działalność. Pomimo tego że korzystają z infrastruktury państwowej i publicznej takiej jak np. drogi.

      • grubynawro

        Ad. 1. JKM mówi, że kobiety średnio są mniej inteligentne. Posługuje się statystycznym wskaźnikiem. Tak samo średnio mężczyźni są wyżsi od kobiet. Identyczna sprawa.
        Ad. 2 Te wejście na rynek i tak jest o wiele łatwiejsze niż teraz. Mała firma może działać z powodzeniem na rynku lokalnym.
        Ad. 3 Brak wiedzy z pana strony widać tutaj ewidentnie. Jakaś abstrakcja łączyć czysty kapitalizm z kryzysem w 2008.
        Ad. 4 Tak, najlepiej cofnijmy się do średniowiecza, rozbierzmy nowoczesne linie produkcyjne, a robotykę wyrzućmy do kosza, bo ludzie nie będą mieć pracy. Socjalizm wróć!
        Ad. 5 Wie pan ilu cyganów podjęło pracę? Żaden. Jaki jest moralny powód tego, że zabrano pieniądze jednemu człowiekowi, który ciężko pracuje i daje się je nierobom, którzy po prostu na tym żerują? Pan wierz w państwo i urzędnika. Ja wierzę po prostu w człowieka.

        • http://www.racjonalista.tv Jacek Tabisz

          Pisałem o statystykach, z których wynika, że nie każda kobieta jest niższa od mężczyzny i nie każda interesuje się mniej polityką. Proszę przeczytać to, co ma Pan zamiar komentować