Prawdziwa rusofobia, czyli utożsamianie Putina z Rosją

Drukuj

Uwielbienie dla Putina, wybielanie jego zbrodni, jest zmorą części środowisk lewicowych. Szkodzi to też walce o świeckość, bo część osób prolaickich popiera też Putina, słusznie tracąc przez to wiarygodność i szacunek w oczach odbiorców.

Osoby, które ośmielają się sprzeciwić uwielbieniu dla Putina, który wszczął wojnę tuż za naszym progiem i tuż za progiem Unii Europejskiej, są określane przez putinofili jako rusofobowie. Ten temat ożył podczas bezsensownej moim zdaniem krytyki zwiększenia nakładów na armię polską. Ową krytykę wysunęły osoby o lewicowych i czasem laickich poglądach.

Jesteśmy w NATO, musimy móc się bronić razem z naszymi sojusznikami. Musimy też w razie czego być gotowi na pomoc dla Krajów Bałtyckich. Są one obecnie bardzo zagrożone przez Putina. Problemy, które mamy z handlem wschodnim, czy ze zwiększaniem wydatków na czołgi i samoloty, nie są winą naszych polityków, czy prawicowych wyborców. Są winą Putina. To przez niego ponosimy straty finansowe. Tylko i wyłącznie. Rezygnacja z tych strat oznacza zdradę naszych sojuszników, oraz chamski cynizm wobec ludzi ginących na Ukrainie i wobec bezpieczeństwa Litwinów, Łotyszy i Estończyków. Cieszę się, że większość Polaków i Polek patrzy na taki cynizm z oburzeniem, gardząc ideologami relatywizującymi zbrodnie Putina i żądającymi od Polski bezmyślnego rwania sojuszy i pogrążania swojej pozycji na świecie.

Najbardziej mnie jednak dziwi utożsamianie Putina z Rosją dokonywane przez osoby zainfekowane hojnie opłacaną Putinowską propagandą, lub też pewne tego, iż lewicowość to „przyjaźń polsko – radziecka”. Obecna Rosja nie ma nic wspólnego z lewicowością. To łamiące prawa człowieka państwo neofeudalne, przy którym tak często krytykowane przez część lewicy USA są skrajnie wręcz lewicowe. W USA człowiek nie jest śmieciem na łasce oligarchów i tyrana. W USA ludzie mogą zaprotestować przeciwko nieuzasadnionym wydatkom państwa i często wygrywają. W Rosji nie mogą zaprotestować. Rosja za sprawą Putina jest biedna i odcięta od świata. Mimo to Putin wydaje spory procent PKB, wielokrotnie wyższy niż w USA i, oczywiście, niż u nas, na zbrojenia. Dla swojej awantury wykorzystuje zwykłych rosyjskich żołnierzy, którzy czasem nawet nie wiedzą gdzie są i występują jako „zielone ludziki” a nie żołnierze, co wyłącza ich z prawa międzynarodowego. „Zielony ludzik” to nawet nie żołnierz, to terrorysta. I to wszystko dotyka Rosjan dzięki Putinowi.

Zatem, moim zdaniem, największym przejawem rusofobii jest utożsamianie Rosjan z Putinem i zarzucanie rusofobii osobom krytykującym imperialistyczną i zbrodniczą politykę Putina. Putin niszczy Rosję i prawdziwą rusofobią są apoteozy Putina, a nie jego krytyka. Smutne, że utożsamianie Putina z Rosją ma miejsce również (a może zwłaszcza?) u nas, wśród środowisk prolaickich.

Faktem jest, że Rosjanie są bardzo mocno opanowani Putinowską propagandą. Ale Stalinowską propagandą też byli opętani w dużej mierze, co nie znaczy, iż Rosja to Stalin. My też, jak widać, bywamy bardzo podatni na propagandę.

Czytaj również