Część prolaickich wyborców dąży najwyraźniej do powołania prof. Chazana na ministra zdrowia. Przyjrzyjmy się temu zjawisku.

Drukuj

Pomimo ostatnich działań prezydenta Komorowskiego na rzecz świeckości państwa, jak i jeszcze bardziej widocznych działań jego formacji politycznej, część prolaickich wyborców nie ma zamiaru stanąć po jego stronie w wyborczych zmaganiach z otwarcie klerykalnym, konserwatywnym i antynowoczesnym Andrzejem Dudą. Zdarzają się też wyborcy „prolaiccy”, którzy chcą poprzeć w II turze wyborów... Dudę. Co wpływa na takie, a nie inne polityczne decyzje części wyborców?

 

 

Po pierwsze mentalność. Nie wszyscy antyklerykałowie są osobami otwartymi i nowoczesnymi. Część postaw antyklerykalnych wypływa z chęci ukazania swojej wyższości nad jakąś grupą społeczną i tylko tyle. Antyklerykałowie posiadający swój światopogląd tylko i wyłącznie dla wyżycia się nad innymi ludźmi, mają często mentalność bardzo bliską wyborcom i politykom PiS. Lubią teorie spiskowe, lubią mieć wroga, którego mogliby zwalczać obelgami a nie krytykować na bazie racjonalnych analiz. W obecnej sytuacji trzeba stwierdzić, że powolna i ostrożna droga PO w stronę laicyzacji kraju jest chyba jedyną możliwą. Nasze społeczeństwo jest bardzo konserwatywne, a nawet u części z tych, którzy z zewnątrz wyglądają na świeckich aktywistów, dominuje w prywatnych decyzjach chęć dzielenia świata na swoich i obcych, niezrozumienie dla pluralizmu i demokracji, oraz kult postaw autorytarnych. Mogą sobie zawsze wyjaśnić, iż Komorowski też jest, katolikiem, natomiast Duda to mocny facet, jakiego im trzeba. Na tej zasadzie działacze pseudolaiccy o pisowskiej mentalności wielbią często Putina, zupełnie nie zwracając uwagi na to, że Putinowska Rosja jest nie tylko autorytarna, ale również klerykalna.

Po drugie idealizm. Część wyborców nie umie wybrać „mniejszego zła” lub „większego dobra”. Albo kandydat jest wpasowany doskonale w ich marzenie o „księciu z politycznej bajki”, albo nie będą głosować. Lecz nawet gdyby ów kandydat był owym „księciem z bajki”, to naiwność tak podchodzących do polityki wyborców sprawia, iż starczy drobne oszczerstwo, aby „książę z bajki” przestał być księciem.

O nieumiejętność wyboru rozwiązań lepszych, a nie tylko doskonałych, rozmawiałem niedawno na antenie RacjonalistaTV:

Po trzecie na szaleństwo wyborczych decyzji części osób deklarujących się jako „prolaickie” wpływa „strategia imbecyla”. „Strategia imbecyla” wywodzi się najpewniej z kręgów lewicowych, przynajmniej tam zapoznałem się z nią po raz pierwszy. Otóż „idea” jest taka, że skoro lewica nie może wygrać z PO i dojść do władzy, to trzeba wesprzeć największego przeciwnika PO, czyli PiS. Kiedy po czterech latach rządów PiS w kraju zapanuje chaos i kryzys, wtedy ludzie chętniej będą głosować na dane środowisko lewicowe, zaś PO będzie słabszym konkurentem w wyborach 2019 roku. W przypadku środowisk lewicowych „strategia imbecyla” jest raczej „strategią TKM” (teraz k…a my!). Próba jej użycia wynika nie z chęci walki o jakieś lewicowe ideały, bo dla tych warto by wspierać czasem lewicowe decyzje PO, ale z cynicznej chęci sięgnięcia po władzę, kosztem dobra kraju i jakiejkolwiek prawdziwej lewicowości. W przypadku części środowisk laickich mamy już do czynienia z czystą „strategią imbecyla”. O ile cyniczni lewicowcy mają szansę ugrać coś w ten sposób kosztem Polski, o tyle działacze prolaiccy nie wygrają w ten sposób niczego, chyba, że sami marzą o stołkach.

Mam szczerą nadzieję, że „strategia imbecyla” i „strategia TKM” są popularne głównie wśród części liderów lewicy i środowisk „prolaickich”, natomiast zwykli lewacy i zwykli ateiści i antyklerykałowie zachowują do takich postaw zdrowy dystans. Moim zdaniem zdrowy dystans to za mało. Warto, abyśmy pamiętali, który z liderów lewicowych lub prolaickich postanowił dla swej „politycznej strategii” wesprzeć antynowoczesnego i ultraklerykalnego Dudę. Powinniśmy sporządzić czarną listę ludzi, których rozliczymy w 2019 roku, jeśli za sprawą ich starań w 2015 PiS dojdzie do władzy. Odpowiedzialność za wybory nie dotyczy tylko wybranych, ale również wybierających. Może nawet bardziej wybierających, bo przecież nikt sam siebie nie wybiera… „Stratedzy imbecyle” powinni otrzymać od nas rachunek po wyborach w 2019 roku, za wszystko do czego doprowadzili swoją decyzją. Piszę o 2019 dlatego, że to data kolejnych wyborów parlamentarnych i jestem przekonany, że jeśli „stratedzy imbecyle” zrealizują swoje plany, po wyborach w 2019 roku będzie naprawdę bardzo źle. Oczywiście „stratedzy imbecyle” będą wtedy pierwszymi do głośnej krytyki i publicznego rwania szat, więc warto pamiętać, że to oni będą wtedy wraz z Andrzejem Dudą i z PiS współodpowiedzialni za kondycję naszego kraju.

Po czwarte populizm i antysystemowość. Wychodzi na to, że 4 lata temu Ruch Palikota zwyciężył nie z uwagi na dążenie do świeckości państwa, ale z uwagi na „antysystemowość”. Wyborców antysystemowych nie obchodzi program na który głosują. Zwracają uwagę tylko na silne emocje wymierzone przeciwko „systemowi”. Podobnie w przypadku Kukiza nie obchodzą ich JOWy, które dla Kukiza były głównym postulatem kampanii, zresztą zupełnie opacznym, co publicznie zauważył Korwin, po raz pierwszy od dawna wzbudzając mój szacunek. Szczerze mówiąc nie spodziewałem się tak trzeźwego zachowania po populiście – oszołomie.

Oczywiście wśród działaczy „prolaickich” też nie brakuje antysystemowców, którzy wesprą nawet przekazanie Polski pod berło arcybiskupa (jak sugerują niektórzy z korwinowskich monarchistów, bo tylko arcybiskup może pełnić interregnum), byleby ktoś zapewnił im mocne emocje. Takie pojęcia jak „rozum”, „mózg”, „przyszłość” nie mają dla antysystemowców znaczenia, zwłaszcza gdy pod wpływem onanistycznego spełnienia się w dowolnych emocjach głosują wbrew sobie samym.

Po piąte lenistwo. Czyli postawa typu: „choćby Polską miał zawładnąć osobnik pokroju Hitlera, ja mam grilla albo urodziny cioci”. Leniwcy sprawiają nie tylko to, że elektorat oszołomów ma większą siłę przebicia, gdyż u oszołomów głosują wszyscy, zatem każdy głos spoza ich środowiska to dla nich strata. Leniwcy swoim działaniem wiodą też na manowce wszelkiego rodzaju analityków, sądzących, że niska frekwencja wyborcza wypływa ze społecznego niezadowolenia. Otóż nie – w większości wypływa z lenistwa. Niezadowoleni są ci, którzy przychodzą i oddają pusty głos. Ci co nie przychodzą, są po prostu leniwi, bo sam demokratyczny proces wyborów krzywdy im zrobić nie mógł. Jako, że w Polsce ludzie niewierzący stanowią od 5% do 20% społeczeństwa, można śmiało powiedzieć, że duża ilość ateistów to ludzie leniwi. Jak duży, nie wiadomo, bo jednak spora część głosuje racjonalnie na „większe dobro” lub „mniejsze zło”, inni zaś uprawiają „strategię imbecyla”, choć mam nadzieję, że nie ma ich wielu.

Przytoczyłem pięć głównych powodów przykrego zjawiska, które wręcz odbiera wiarę w drugiego człowieka, potrzebną do humanizmu, który sam w sobie nie jest niczym złym, a wręcz przeciwnie. Na koniec mam dwa wnioski. Po pierwsze – opamiętajcie się i nie dopuście do powrotu IV RP. Po drugie – przyjmijmy do wiadomości, że za złe decyzje polityczne odpowiada nie tylko wybrany, ale również wyborca. Jeśli ziści się w 2019 roku najgorszy scenariusz, rozliczmy znane nam osoby, ważne i nieważne, wielkie i małe, popularne i nieznane, które „sprytnie zagłosowały na Dudę, aby coś zmienić”. Mam jednak nadzieję, że lenistwo i „strategia imbecyla” zostaną mimo wszystko pokonane przez zdrowy rozsądek i za cztery i pół roku będziemy dalej niż teraz.

Czytaj również